"And it's no coincidence I've come"



Pierwsze słowa w nowym dla mnie miejscu zawsze sprawiały mi wiele trudności. Za każdym razem czuję na swoich ramionach ten dziwny, ciągnący mnie ku ziemi ciężar, jakby właśnie od tych paru słów zależała moja przyszłość. I chociaż próbuję sobie wmówić, że już z tego wyrosłam, że już nie wierzę w pierwsze wrażenie (a przecież faktycznie nie wierzę) to nadal czuję się nieswojo, nie przedstawiając się Wam na początku mojej opowieści, którą przecież mniej lub bardziej prawdopodobnie będziecie czytywać. A więc imię, którym będę się podpisywać to Charlie. Mogę Was zapewnić, że będziemy się dobrze dogadywać.

A przechodząc do rzeczy bardziej (zdecydowanie bardziej) istotnych, postanowiłam sprawdzić czy pani Regina Brett okaże się to istotną osobą w moim życiu, której jeszcze tak naprawdę nie znalazłam, a mianowicie czy będę mogła nazwać ją swoim autorytetem i podziękować jej za to, że pokazała mi, że nawet taka zwykła ja, szary, przeciętny, niczym nie wyróżniający się człowieczek, a z perspektywy kosmosu mróweczka, może być cudem. Rozpoczynam więc przygodę z "Jesteś cudem. 50 lekcji jak uczynić niemożliwe możliwym". Oczywiście chciałabym, abyście towarzyszyli mi przez ten ogromny kawał czasu. 

Lekcja 1: Zacznij tam, gdzie jesteś. 

Jestem dokładnie tu, gdzie jestem. I choćbym miała być gdziekolwiek indziej nadal byłabym w na tyle dogodnym położeniu, aby zmienić świat. Nie muszę robić nic nadzwyczajnego, tak naprawdę żaden czy żadna z Was nie musi. Róbcie to, co robicie. Co kochacie robić. A jeśli nie kochacie, to pokochajcie. Lub zajmijcie się czymś, co naprowadzi Wasze życie na ten prawidłowy tor. Bo dopiero, kiedy wkładamy w nasze codzienne czynności odrobinę więcej miłości, dopiero wtedy zmieniamy świat. Nasze życie może toczyć się swoim zwykłym, miarowym, może nawet odrobinę nudnym tokiem, ale mogę zapewnić każdego z Was z osobna, że jeżeli jest wypełnione pasją, to zmierza w dobrym kierunku. Pokochajmy siebie i swoje otoczenie i wykrzyczmy to całemu światu! To będzie znaczący krok na przód, krok, który zmieni świat, wypełniając go odrobiną radości i miłości, która uchodzi z nas uszami, nozdrzami i wszelkimi innymi możliwymi otworami. 

Pora zacząć. Pora dostosować swoje ciało, swoje życie i stan swojego umysłu do obrazu naszej duszy. I pokochać każdy sukces i każdą porażkę, które spotkamy na tej (zapewne) zawiłej drodze do cudowności. 

"Piszę Twoje imię. Dwie sylaby. Dwie samogłoski. Twoje imię sprawia, że rośniesz, jest większe od Ciebie. Usnąłeś w kącie; Twoje imię Cię budzi, kiedy je piszę. Nie mógłbyś nazywać się inaczej. Twoje imię to cały Ty, twój smak, twój zapach. Zawołany innym, znikasz. Piszę je. Twoje imię." Susan Sontag, Scena z listu


Follow my blog with Bloglovin

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Meet The Author

Powoli wkraczająca w dorosłe życie, pełna kotłujących się myśli i szeroko patrząca na świat tegoroczna maturzystka. Co rusz stawia sobie nowe cele i wyzwania, szuka pasji, która doszczętnie by ją pochłonęła.